Giardini Biennale w Wenecji. Ogród, architektura i sztuka.

giardini biennale

Giardini Biennale w Wenecji, czyli miejsce gdzie spotykają się: ogród, architektura, dizajn i sztuka.

Historia i idea.

Historia Giardini Biennale w Wenecji sięga początków XIX wieku. Początkowo, na terenach zajmowanych obecnie przez „ogrody sztuki”, znajdował się rozległy park. Co ciekawe, aby mógł powstać, Napoleon wyburzył fragment dzielnicy miasta, w tym, dwa kościoły! Materiały z gruzowiska posłużyły do umocnienia terenu. W początku XX wieku park podzielono na dwie części: publiczną – otwartą jako miejski park i „artystyczno – wystawową”. Na terenie tej ostatniej stworzono miejsce promocji sztuki, kultury, architektury, a szczególnie nowych prądów i tendencji artystycznych.
Giardini Biennale znajduje się w samym sercu Wenecji, niemal na tyłach Placu Świętego Marka. Na rozległym parkowym terenie zlokalizowano 30 pawilonów. Każdy pawilon związany jest z konkretnym krajem i ma za zadanie promocję jego sztuki i kultury. Pawilony powstały na przestrzeni XX wieku. Wiele z nich jest dziełem ówczesnych wielkich nazwisk architektury tj. Josef Hoffmann, James Stirling czy Alvar Aalto.

Moje wrażenia.

Gairdini Biennale podobało mi się. Nawet bardzo. To świetny pomysł na spędzenie kilku godzin z dala od zatłoczonych uliczek Wenecji, w otoczeniu bujnej zieleni. Giardini Biennale to także potężna dawka wrażeń artystycznych i niejednokrotnie spotkanie ze sztuką przez duże SZ. Ciekawy, nietuzinkowy dizajn otacza zwiedzających przez cały czas. Architektura przenika się z architekturą krajobrazu i wzornictwem przemysłowym. Niektóre pawilony są naprawdę kreatywnie zaaranżowane. Zwiedzający znajdą w nich interaktywne atrakcje od multimedialnych prezentacji aż po możliwość kąpieli w basenie! Dzieję się! Jednak nie wszystkie pawilony zwalają z nóg. Kilka z nich jest po prostu nudną, niemal muzealną ekspozycją, przekaz kilku aranżacji był dla mnie też kompletnie niezrozumiały (czyt. dziwny). Natomiast kilka miejsc wywarło na mnie szczególnie pozytywne wrażenie. Były to pawilony Australii, Danii i Austrii. Zamierzam poświęcić im osobny wpis (zasłużyły!) pozwalam więc sobie tylko je zasygnalizować.

giardini biennale

wenezia

wenecja

giardini biennale wenecja

giardini biennale

giardini biennale

giardini biennale

giardini biennale artemide

 

giardini biennale

giardini biennale

giardini biennale wenecja

wenecja

giardini biennale

Pawilon polski. Czerwona kartka.

Jak się domyślacie, ze szczególną ciekawością, szukałam pawilonu polskiego. Znalazłam. Nad wejściem witała mnie nasza flaga oraz wyrazisty napis – motto – pytanie: who made your building, co interpretuje jako: kto robi, buduje twój dom, budynek. Czy coś w tym kierunku. Po przekroczeniu progu znalazłam się … na placu budowy, w gąszczu metalowych rusztowań. Dosłownie. Wnętrze pawilonu wypełnia wielkie, metalowe rusztowanie pod którym przemieszczają się zwiedzający. Oprócz rusztowania, w sali, umieszczono telewizor na którym wyświetlany jest materiał wideo. Na filmie widzimy brodatego, puszystego pana w kasku opowiadającego o czymś… O czym? Nie wiem. Nie wiem, bo od razu wyszłam zniesmaczona. Bo mam dosyć ciągłego kojarzenia Polski, Polaków z TAKIM przekazem, nawet jeżeli ma podłoże pozytywne (ktoś chciał dobrze). Mam dosyć ciągłego ustawiania nas w pozycji budowlańca, hydraulika i tym podobnych. Zmęczona tym jestem jak zdartą płytą. Czy naprawdę nie da się zrobić już nic bardziej lekkiego, kreatywnego (nie, nie myślę o motywach ludowych lub Chopinie)? Może bardziej odjechanego??? Czy sami musimy utrwalać nasz „robotniczy” stereotyp? Jakie to oczywiste, jakie banalne. I to w tak kreatywnym miejscu. Słabe. I nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic do budowlańców, hydraulików itp. profesji. Tylko dlaczego, dlaczego tak silnie nas, Polaków ten wizerunek określa? Przecież Polska ma tak wiele do pokazania i tak bardzo próbuje wyrwać się ze schematu `trzeciego świata intelektualnej Europy` (pamiętajcie, że opisuję miejsce gdzie prezentuje się sztukę, innowacje i takie tam). Po co dokładać kolejną cegiełkę do tego, jakże uproszczonego, niesprawiedliwego, jednostronnego wizerunku z którym „walczymy” od lat? Czy nie warto wykorzystać takie właśnie okazje aby pokazać coś więcej, niż ten krzywdzący schemat, jeśli już mamy na ten przekaz wpływ? Nie wspominając o tym, że za taką promocję ktoś (polski podatnik?) przecież płaci. #zniesmaczona

giardini biennale pawilon polski

giardini biennale
Niebawem, w drugiej części wpisu, pokaże co rozumiem jako dobre, wartościowe przykłady w temacie promowania kraju poprzez jego myśl, dizajn, sztukę, dorobek etc.

Wczytaj więcej powiązanych artykułów
Wczytaj więcej Fajne miejsca

3 komentarze

  1. ogrody Ewy (blog w zielonej formie)

    31 lipca 2016 przy 15:20

    A czy polski pawilon nie dotyczy BHP? Zbyt pochopne wnioski i odbiór Aniu.

    Odpowiedz

    • Ania Stachurska

      1 sierpnia 2016 przy 07:43

      Ewo, MÓJ odbiór i wnioski są jak najbardziej trafne i przemyślane. Tematyka BHP nie ma tu nic do rzeczy. To moje subiektywne zdanie z którym nie trzeba się zgadzać co jak rozumiem czynisz. Zastanawiam się tylko czy u podstawy Twojej wypowiedzi stoi wiedza czysto teoretyczna czy polemikę opierasz na własnych doświadczeniach z wizyty w Giradini Biennale? To w mojej opinii sporo zmienia. Moja opinia, jak widać jest wynikiem przemyśleń po obejrzeniu i analizie całej `wystawy` oraz tego jak inne pawilony potraktowały i zinterpretowały umowny przekaz i `sprzedają` swój kraj. Polska robi to słabo.

      Odpowiedz

  2. Konarch

    2 sierpnia 2016 przy 10:06

    Świetne zdjęcia. Tworzenie ogrodów to zdecydowanie sztuka 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Die Garten Tulln. Ekologiczne ogrody pokazowe w Austrii.

Twórcy ogrodów pokazowych w Tulln (Die Garten Tulln) postawili sobie dwa główne cele:…