Jak wybrać dobrą książkę ogrodniczą? cz.1

Wchodzę do Empiku. Zerkam na półkę z publikacjami dotyczącymi ogrodu, ogrodnictwa etc. Przeglądam, kartkuje publikacje. I… 3/4 bym nie kupiła, nie dała nawet złotówki! Co ciekawe są to często kolorowe, pięknie wydane książki, ze śliczną, stylową okładką, kolorowymi zdjęciami, wypasioną grafiką. Dlaczego bym tak zrobiła? I jak szukać dobrej, wartościowej publikacji z rzetelną wiedzą? Na to pytanie postaram się teraz odpowiedzieć.

Dlaczego nie, czego nie i na co uważać:
    • maksimum ilustracji i minimum treści. I to żeby te ilustracje niosły za sobą jakąś wartość merytoryczną… były poglądowe, informacyjne…. Taka, obrazkowa, uproszczona forma komunikacji jest bardzo dobra pod warunkiem, że faktycznie ma za zadanie COŚ komunikować, a nie tylko stanowić wypełniacz strony i być ozdóbką. A takie mam wrażanie gdy biorę w ręce większość kolorowych, wypasionych publikacji. Otwieram dajmy na to dział: oczko wodne. I co? Opis enigmatyczny, że dołek, pompa i uwaga glony. Obok zdjęcie oczka, albo jego fragmentu, w jakimś ogrodzie. Wielkie na cała stronę. Tylko problem jest taki, że każdy wie jak oczko wygląda. Fajnie byłoby, żeby pojawiła się np. rzetelna dokumentacja z etapów budowy, a może zdjęcia różnych materiałów i rozwiązań technicznych, konkretnych roślin z opisem (to jeszcze czasem się zdarza), albo różne inspiracje, oczka w różnym stylu. A nie jedno, dwa zdjęcia, pół strony treści pełnej ogólników i w najlepszym wypadku cena dzieła min. 50 zł za sztukę.
    • tłumaczenia i przedruki. Bardzo wiele, właśnie tych kolorowych  publikacji (choć nie tylko) to tłumaczenia i przedruki `obcych` autorów. I z tym wiąże się wiele pułapek. Pierwsza to jakość tłumaczenia.  Niestety często słaba, bez konsultacji z branżowcami, robiona przez laika. Czyli tniemy koszty wydania. Można wtedy wyczytać różne androny i dziwne słowotwory wynikające z powyższej przyczyny. Fachowiec się uśmieje i wkurzy na wydaną kasę, a laik będzie wprowadzony w błąd.
    • inne warunki. Drugi problem `obcych` publikacji to fakt, że czasem są pisane w odniesieniu do nieco innych warunków klimatycznych. Niby nic, a jednak bardzo poważne w skutkach. Weźmy za przykład mrozoodporność. Gdy publikacja powstaje w Wielkiej Brytanii to warunki w tym zakresie są tam inne. Nie ma tak ostrych zim, klimat jest nieco łagodniejszy. Możemy więc przeczytać błędne informacje w zakresie mrozoodporności, gdyż tyczą innej specyfiki uwarunkowań. Mrozoodporność to jedynie przykład, gdyż tych geograficznych pułapek jest trochę, na co uczulam niniejszym.
    • zawężenie i powielanie tematyki. Jest pewna grupa tematów które są bezustannie i w kółko poruszane w ogólnie dostępnych publikacjach ogrodniczych. Pierwsze miejsce w mojej ocenie mają wszelkie przeglądowe publikacje dotyczące roślin np. rośliny do małych ogrodów, rośliny na skalniaki, róże, rośliny do oczek wodnych. Lista długa. Wartościowych pozycji malutko. W dobie Internetu takie publikacje spod znaku: zdjęcie – opis są zbędne w mojej ocenie. Kolejna grupa tematów to bardzo ogólne poradniki typu: encyklopedia ogrodnika z której dowiemy się na bazie ładnych rysunków czym różni się szpadel od łopaty i gracka od motyki (a tak na marginesie: wiecie? :). Jeszcze inna popularna forma wydawnicza to książki przeglądowo prezentujące różne projekty ogrodów. Są plany, czasem nawet zdjęcia, lista gatunków. Moja praktyka pracy z klientem pokazuje jednak, że nie potrafimy z takich publikacji korzystać, przenosić książkowej teorii na swój indywidualny teren, czerpać z niej poprawnie. Często same projekty są trudne i niezrozumiałe dla laika ( i nie tylko), a czasem tak nieporadne że żenujące. Strona opisowa, praktyczna słaba, opis idei, kompozycji tzw. tutorial skąpy albo w ogóle. Zastanawiam się na co komu te książki. Zwłaszcza, że znowu: żyjemy w dobie internetu. Mnie brakuje rzetelnych publikacji praktycznych poruszających problemy wykonawcze, jak i te z z zakresu tzw. uprawy. Brakuje też dobrych książek dla laików o aranżacji i projektowaniu terenów zieleni. To trudny temat i ja sama w swoim kursie projektowania muszę sporo usprawnić, niemniej jednak temat `do ugryzienia`! Brakuje fajnych publikacji `zrób to sam`, a przecież tego właśnie szukamy! Ja również chętnie widziałabym na półkach coś ogrodowego dla dzieci i młodzieży – na poziomie takiego odbiorcy, gdyż edukację przyrodniczą warto prowadzić wielotorowo. No i ciągle zbyt mało polskich autorów, piszących dla Polaków, o polskich realiach.

To, że sobie ponarzekałam nie znaczy, że nie ma dobrych publikacji! Jest ich całkiem sporo! Po czym je poznać i gdzie ich szukać? Odpowiedź już w następnym `odcinku` 🙂 

Wczytaj więcej powiązanych artykułów
Wczytaj więcej Książka

Jeden komentarz

  1. Dorota

    1 marca 2018 przy 22:45

    dzień dobry,
    czy będzie następna część? 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Zrób ten zielnik. Książka, którą napiszesz roślinami.

„Zrób ten zielnik” to więcej niż zwykła książka o roślinach. To sposób na&n…